czwartek, 23 maja 2013

Świadectwo Teresy


Pielgrzymka do Medziugorja jest niewątpliwie ogromną łaską dla osoby, która weźmie w niej udział. Ufam, że Matka Boża każde dziecko, które chce obdarzyć swoim pokojem, zaprosi indywidualnie. Tak było też w moim przypadku (poznałam też wiele osób, które miały podobne spostrzeżenia). Pierwsza moja pielgrzymka miała miejsce w lipcu 2001 r., czyli krótko po obchodach 20 rocznicy objawień Gospy. W sierpniu 2000 r. brałam udział w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Na jednym z etapów, w czasie przerwy na odpoczynek, jedna z uczestniczek nawiązała ze mną rozmowę. Głównym tematem były pielgrzymki do Sanktuariów Maryjnych. Po ustaleniu gdzie byśmy, a gdzie jeszcze powinnyśmy dotrzeć z ust mojej rozmówczyni padło pytanie: "Co sądzę o Medziugorju?" Odpowiedziałam: "Może kiedyś się wybiorę". Tak naprawdę, to chciałam uciąć rozmowę, gdyż w tym momencie nie posiadałam wiedzy na ten temat. Wiedziałam tylko tyle: są jakieś objawienia, których Kościół jeszcze nie potwierdził. Pielgrzymka się skończyła, nawet zanotowałam sobie numer telefonu do Pani Małgosi (tak miała na imię), ale jakoś czas leciał a ja miałam świadomość, że dzieli nas 70 km i to nie jest chyba dobry pomysł na "koleżankę". W moim życiu następowały kolejne zakręty: w pracy totalna klapa, pieniędzy już nie wystarczało na bieżące opłaty i najlepiej co w tym momencie nam wychodziło to kłótnie małżeńskie. Próbowaliśmy ustalić, kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy i nie udało nam się porozumieć. Zaczął się potęgować mój strach i niepokój o naszą przyszłość. Nie widziałam żadnego sensownego rozwiązania. Kiedy życie nie dostarczało mi radości tylko samą gorycz, odkryłam guza piersi o wymiarze 56 mm. Byłam tak zmęczona i rozczarowana życiem, więc wydawało mi się, że to może jest dobre rozwiązanie moich problemów. Postaram się dobrze przygotować do śmierci i uwolnię się od tej życiowej bezsilności. O mojej chorobie opowiedziałam tylko mojej 19-letniej córce. Nie chciałam niepokoić rodziców ani wyczerpanego psychicznie męża. Właśnie w chwili, kiedy tak po ludzku życie straciło sens, zadzwoniła moja komórka i odezwała się Pani Małgosia: "U nas w parafii organizują pielgrzymkę do Medziugorja i pomyślałam, że mogłybyśmy pojechać tam razem". Byłam zaskoczona i zapytałam: "Skąd Pani ma numer mojego telefonu komórkowego?" Usłyszałam: "Znałam imię i wiedziałam, że o. franciszkanie z Góry św. Anny kontaktowali się z Panią w sprawie organizowania pieszej pielgrzymki, więc zadzwoniłam do nich. Tam się okazało, że tym numerem przypuszczalnie dysponuje o. Emilian, który aktualnie jest na studiach w Lublinie. Poprosiłam o namiary na ojca i przy kolejnej próbie udało mi się ustalić numer telefonu". Byłam wzruszona i czułam, że zaczyna się w moim życiu dziać coś nieprzypadkowego. Nieśmiało zapytałam o cenę (miałam świadomość, że na ten czas nie dysponuje wolną złotówką) - kolejne zaskoczenie - padła cena i równocześnie zapewnienie: "ja to zapłacę, a Pani odda mi to w dniu wyjazdu". W takich okolicznościach nie miałam argumentu, aby odmówić. Skoro kobieta, która zna tylko moje imię i numer telefonu, kredytuje moją pielgrzymkę, to na pewno stoi za tym Opatrzność Boża. Uznałam, że pojadę i spróbuję się w tym czasie przygotować do znoszenia skutków choroby. Uznałam, że skoro ten guz tyle czasu rósł sobie bez większych dolegliwości, to jeszcze poczekam dwa miesiące z zabiegiem, a po powrocie z Medziugorja niech się dzieje Wola Boża. Przy pomocy rodziny zgromadziłam potrzebne środki finansowe i, jak dobrze pamiętam, 2 lipca 2001 r. wsiadłam do autokaru, który przez 28 godzin nieustannie zmierzał do Królowej Pokoju. Małgosia ustaliła, że prościej będzie, jak zaczniemy zwracać się do siebie po imieniu. Ani przez chwilę nie brakowało tematów do rozmowy, miałam wrażenie, że znamy się całe życie. W autokarze usłyszałam, że Matka Boża od 20 lat objawia się codziennie o tej samej porze w Medziugorju. Byłam zaskoczona, że objawienia jeszcze trwają. Część uczestników pielgrzymowała kolejny raz, pozostali mieli niesamowitą wiedzę na temat wydarzeń, jakie miały tam miejsce. Trudno było mi zrozumieć, jak to się stało, że taki osioł jak ja znalazł się w tej grupie. Długo mogłabym opowiadać o tym wszystkim, co mnie tam spotkało ale najbardziej zapamiętałam chwilę, kiedy uklękłam przed figurą i zamierzałam wyrazić swoją prośbę, która brzmiała mniej więcej tak: Sama najlepiej wiesz, jak jestem chora i zagubiona, jeśli mam cierpieć i umrzeć to dodaj mi sił, abym godnie przez to przeszła. Za rok moja córka wychodzi za mąż i na pewno byłoby jej smutno, jeżeli nie mogłabym jej w tym dniu towarzyszyć. Jeśli chcesz, daj mi szansę a postaram się nie zawieść. W tej chwili z moich oczu popłynęły strumienie łez i czułam jak wraz z nimi spływa cały lęk, strach i wraca nadzieja, radość i spokój. Tego uczucia nie da się wyrazić słowami. Po powrocie udałam się na badania kontrolne no i oczywiście miałam ustalić termin zabiegu. Badania nie potwierdziły wcześniej istniejącego guza, wywołały zdziwienie lekarza i moją radość. W tej chwili zrozumiałam, dostałam szansę, o która prosiłam. Matka Boża w osobie Małgosi zaprosiła mnie do siebie, aby podarować mi drugie lepsze życie, aby uleczyć moją zagubioną i skołataną duszę. Stopniowo zaczęły się prostować moje poplątane życiowe ścieżki. Od tego wydarzenia minęło 7 lat i sześciokrotnie wracałam do Medziugorja. Nie skończyły się moje problemy w życiu, ale zmieniło się moje podejście do nich. Wiem, że cokolwiek wydarzy się w moim życiu, to Pan Bóg wie o tym i razem ze swoją Matką jeśli z ufnością się do Niego zwrócę, zaradzi moim smutkom i cierpieniom. Każdy wyjazd przynosił kolejne pozytywne zmiany w moim życiu i mojej rodziny. Poznałam wielu przyjaciół, którzy są dla mnie prezentami od Matki Bożej z Medziugorja. W trudnych chwilach zawsze mogę liczyć na ich modlitwę wstawienniczą i wsparcie. To niesamowite, w jaki sposób Matka Niebieska potrafi odnaleźć, wyciągnąć z życiowego dołka swoje zagubione dziecko. Do dzisiaj Małgosia jest moją serdeczną przyjaciółką i w niczym nie przeszkadza nam ta 70-cio kilometrowa odległość. Nie wiem, jak wyglądałoby dzisiaj moje życie, gdyby nasze drogi na chwilę nie spotkały się 8 lat temu. Medziugorje różni się od pozostałych Sanktuariów Maryjnych, które miałam radość odwiedzić tym, że tamte są to miejsca, gdzie Matka Boża kiedyś była a w Medziugorju ciągle jest. Nie mam najmniejszych wątpliwości, co do autentyczności tych objawień. Duży wpływ na moje nawrócenie ma niewątpliwie Pani Danusia, która do Królowej Pokoju pielgrzymowała już 152 razy i za każdym razem ubogaca program swoja wiedzą czyniąc z każdej pielgrzymki niepowtarzalne rekolekcje w drodze. Wdzięczna za odzyskany spokój i zdrowie.
                                             Teresa                              

                                                                                   medjugorje.org.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz